| 11 marzec 2008 SFI 2008 |
Przez ostatnie parę dni byłem w Krakowie na Studenckim Festiwalu Informatycznym. Fotki z imprezy są tutaj.
Przy okazji robiłem sobie socjologiczny przegląd Krakowa, czyli obserwowałem ludzi. Po pierwsze, mało brakowało, a miasto znowu (ponownie, po latach) urzekłoby mnie. No, rozwija się dynamicznie. Spełnił się mój postulat sprzed lat: wyeliminowano meneli z ulic miasta, widziałem tylko jednego na Dworcu PKP i jednego na Dworcu PKS.
Poziom intelektualny studentów duży. Co jak co, ale Kraków stoi wysoko jeśli chodzi o archeologię i informatykę. W ogóle, miasto studentami stoi... takie ma się wrażenie, starsze osoby to rzadkość. Studentki na ulicach ładne... :-) córeczki bogatych tatusiów, którzy dorobili się (czytaj: ukradli) w ostatnich latach w polityce i prywatnych firmach. Studenckie kieszonkowe rzędu 10tys. miesięcznie - to standard. No... tak, to można sobie postudiować!
A jednak, coś mnie drażniło w tym wszystkim. Po dłuższym namyśle dopiero uświadomiłem sobie, że to był "totalny brak celu". OK, załóżmy, że student jest niezmiernie inteligentny, polilingwistyczny, zdolny... po skończeniu studiów otrzymuje bardzo prestiżową posadę w międzynarodowej firmie. Jeździ sobie po świecie, ma jeepa, kilka mieszkań i rodzinę. I co dalej? Po co to wszystko? Czas, który mu pozostał, minie w mgnieniu oka, śmierć jest zawsze bliżej niż myślimy... już wkrótce będzie musiał oddać cały swój majątek, straci kontrolę i wpływ na to, co robią jego dzieci i żona... jego talent i wiedza rozpadnie się na proch... a za kilkadziesiąt lat nikt już nie będzie go w ogóle pamiętał i wspominał. Informacja o tym, że był ktoś taki rozpłynie się na zawsze.
Warto tak się męczyć... bez celu? Dla czegoś, co wkrótce zniknie? Moim zdaniem - nie warto. |